|
VESPEN
DROO
* Aromat zaparzonego świeżo naparu mile łechtał nozdrza Droo. Jaśmin, nagietek, troszkę liści mięty, i kwiatów rumianku wyczuwała bez trudu i było jeszcze coś specyficznego ale nie umiała tego określić. Arrima przyrządzając napój obserwowała młodą demonolożkę i wciąż nie mogła się nadziwić nietuzinkowej urodzie dziewczyny. Zrezygnowała z dodania sproszkowanego korzenia lubczyka, który serwowała gdy przygotowywała napar dla Metana, bo choć łączyło ją z nim mocne i długotrwałe uczucie to nie zaszkodziło dodatkowo się zabezpieczyć. Sława Metana jako healera i maga była już powszechna a jako doświadczona kobieta zdawała sobie sprawę, że sporo podfruwajek mogło by chcieć zakosztować popławiania się na chwilę w tym magnetycznym blasku a i mężczyźni szczególnie w pewnym wieku szczególnie podatni są na umizgi napalonych i ponętnych blondyneczek. Szczególnie tu w cymelii, barbarzyńskiej krainie gdzie przy każdym niemal ognisku bardowie opiewali przygody bohaterów. -Droo skarbie powiedz, jak ci się udało tu zawędrować, to troszkę daleko od twych rodzinnych stron? zagadnęła ciepło zaciekawiona Arrima -Pani Arrimo to długa historia, a nie chciałbym panią zanudzać opowiadaniem biednej sieroty, pewnie wiele takich historii pani słyszała a moja nie jest ani oryginała, ani ciekawa odparła smutnym głosem dziewczyna -mówiłam ci już ,mam na imię Arrima, pani mnie postarza a wiesz, że tego nie lubi żadna kobieta odrzekła z uśmiechem lekarka, poza tym dodała bardzo mnie interesujesz i będę ci niezmiernie wdzięczna gdy opowiesz mi troszkę o sobie, chyba, że jest to zbyt bolesne dla ciebie i nie chcesz przeżywać ponownie swych traumatycznych wspomnień, po czym podeszła do Droo wręczyła jej kubek z gorącym pachnącym naparem. Droo trzymała z lubością kubek aromatycznego napoju nie czując jego ciepła, wiedziała, że jest gorący ale dla tego kobiety demonolożki uważane były za zimne suki przez niektórych, bo natura pozbawiła ich możliwości czucia ciepła i zimna. Uważano powszechnie, że skoro nie dane im było poznać smaku żaru ciała to i inne podniety są im obce. Jak to z przesądami bywa nic bardziej mylnego albowiem brak jednego zmysłu wynagradzany jest przez matkę przyrodę wyjątkową wrażliwością innych. - Urodziłam się w wiosce Ham En Sul W prowincji Khopshef w rodzinie biednego poganiacza. Ojca prawie nie znałam, ciągle najmował się do opieki nad bydłem w licznych karawanach przemierzających pustynię .Wychowała mnie i pozostałą piątkę rodzeństwa matka. Żyliśmy bardzo skromnie, matka starając się wiązać koniec z końcem najmowała się do najgorszych prac, często nie wracała na noc, niestety nie wystarczało to na wykarmienie nas wszystkich i głód nie był nam obcy. Oddała moją najstarszą siostrę Elmę bogatemu kupcowi, Selidhowi, który zatrzymał się u nas na popas wraz z karawaną ciągnąca do Caravanserai. Elma trafiła jak nas później przekonywała w dobre ręce, ale widziałam jak ten opasły, łysy człowiek bił nahajką po głowie bez opamiętania małego chłopca, który nie wykonał na czas jego polecenia. Myślę więc, że mówiła tak byśmy tą bolesną dla niej i dla nas transakcję lepiej znieśli i cieszyli się z jej rzekomego szczęścia u boku zamożnego kupca. Pieniędzy nie starczyło na długo zwłaszcza, że zachorował Solen nasze oczko w głowie, mój najmłodszy braciszek i wszystkie oszczędności poszły na znachorkę i zioła. Niestety nie udało się go uratować i umarł po trzech miesiącach od wystąpienia pierwszych objawów . Wkrótce potem na domiar nieszczęścia zaatakowała nas banda Czarnego Pasa. Dwie młodsze siostry porwali w niewolę, ja zdołałam schować się w ukrytej małej spiżarce na wino nieopodal domu. Głos Droo nagle zachrypł, zadrżał a oczy się zaszkliły, duże krople łez orały niezwykłej urody śniade policzki niczym rodło żyzną glebę. Matka, kontynuowała po chwili dziewczyna, była piękną kobietą ale miała mały defekt fizyczny, szpotawą lewą nogę i utykała nieznacznie. Nie chcieli zabrać ze sobą kaleki, nie przedstawiała wielkiej wartości handlowej, więc obili ją, zhańbili po wielokroć, a gdy już nasycili swe żądze jej nagie skatowane ciało przywiązali rozciągnięte do palików i wystawili na żer zgłodniałych pustynnych sępów. Dwie moje młodsze siostry zmusili by patrzyły na konanie ich matki aby nie przyszła im ochota uciekać bo los podobny może ich spotkać. Szlochom sióstr i jęków udręczonej konającej matki nie było końca. Zwabione zapachem świeżej krwi ptaki rozszarpywały i zakrzywionymi dziobami i ostrymi szponami żywcem jej unieruchomione ciało. Gdy wreszcie wszystko ucichło wyszłam struchlała ze strachu i rozpaczy ze swej kryjówki. Widok rozszarpanych zwłok matki prześladuje mnie do dzisiaj w koszmarach. Zakopałam jej szczątki w płytkim grobie. Dzika banda zrabowała wszystko a domostwo spaliła. Zostałam zupełnie sama. Nabrałam wody w bukłaki i ruszyłam w kierunku Bubshur. Zbłądziłam i wiele dni i nocy krążyłam po bezkresnej pustyni. Ostatkiem sił zdołam dotrzeć do chaty pustelnika Nurmiego, który już dożywał swoich ostatnich lat. Mieszkałam i opiekowałam się nim aż do jego śmierci. Nauczył mnie jednak trochę czytać i pisać oraz wyłożył podstawy magii ognia. Niestety co cenniejsze manuskrypty wymienił na leki i żywność. Ostatniego, który jeszcze posiadał nauczyłam się na pamięć. Nie przedstawiał większej wartości bo był tylko wstępną rozprawą na temat demonologii. Starzec nie pamiętał zbyt wiele ,zresztą jak sam przyznał nie był nigdy wielkim magiem a choroba i wiele lat przebywania w samotności mieszały mu zmysły. Gdy zgasł ,odprawiłam święte sakramenty, nasmarowałam oliwą ,owinęłam w całun i zakopałam w ziemi. Na grobie ułożyłam z kamieni niewielki stosik. Zabrałam się z karawaną do Bubshur. Po wielu dniach dotarliśmy do miasta. Tam wraz grupą bezdomnych dzieciaków żebraliśmy i kradliśmy ze straganów co się dało głównie żywność. Niestety straż schwytała jednego z chłopców, który ze strachu podczas przesłuchania wydał miejsce naszej kryjówki. Nocą zaskoczyli nas kompletnie i wybrali z nory jak małe kocięta. Siedziałam w lochu blisko pół roku o chlebie i wodzie, moi dziecięcy towarzysze umierali z wycieńczenia i chorób jeden po drugim. Nadzorca kazamat traktował mnie jak niewolnicę i znęcał się nade mną chłoszcząc mnie przy lada okazji, wreszcie przegrał mnie w kości dla bosmana Grestena ze statku „Morska Bryza” regularnie krążącym między Old Tarantią, Khemi i Bubshur . Bosman był zniszczonym przez alkohol zwyrodnialcem, bił mnie do nieprzytomności, a i po wielokroć próbował mnie posiąść, ale jego męskość szwankowała, co doprowadzało go do białej gorączki. Wściekał się okrutnie i wtedy obrywałam najmocniej . Prowadzał mnie po różnych śmierdzących spelunach na specjalnym postronku przywiązanym do skórzanej obroży na szyi , ręce miałam zawsze skrupulatnie z tyłu skrepowane. Jadłam i piłam jak pies z płytkiej miski. Podczas libacji w knajpkach poniżał mnie przy swoich kamratach a uderzenie miał mocne i wiedział jak bić by sprawić największy ból. Któregoś razu w Green Man Tavern doszło do wielkiej rozróby. Nieznany barbarzyńca zabił stygijskiego kupca Xuthimo wraz z jego obstawą , herszta lokalnej szajki,i zaimponował tym mojemu prześladowcy. Gersten chyba mu nie przypadł do gustu bo w silnym uścisku potężnej dłoni barba krtań bosmana została zmiażdżona niczym zgniła pomarańcza a ja uzyskałam wolność. [……]** -tak poznałaś Catgerna? przerwała niepewnym głosem długą opowieść Droo Arrima, która od dłuższego czasu nie siedziała już obok dziewczyny lecz stała naprzeciw małego, brudnego pokrytego pajęczynami lufcika patrząc na padający za oknem deszcz. Nie wypiła nawet łyka naparu, który tak starannie przyrządziła. Walczyła ze sobą kontrolując swój oddech by nie okazać słabości bo relacja dziewczyny wywarła na niej olbrzymie wrażenie, współczucie i ból ściskał ją w dołku niczym kowalskie imadło. Nie wiedziała czy tembr głosu tej stygijskiej sieroty, czy jej niesamowita wola życia na przekór przeciwieństwom i okrucieństwom losu ,czy tajemne pragnienie posiadania potomstwa i niespełniony dotychczas macierzyński instynkt budził w lekarce tak wielką empatię do niej, z której nie zdawała sobie dotychczas sprawy. Wiedziała jedno, że zrobi wszystko co jest w jej zasięgu by to dziecko zaznało troszkę ciepła, serdeczności i miłości oraz spełniło swe najskrytsze pragnienie. Co nim jest? Domyślała się i obmyślała sprytny plan ziszczenia tego, aczkolwiek nie było to sprawą prostą i taką oczywistą. -Nie odpowiedziała Droo, Catgerna poznałam dużo później Arrima odwróciła się w stronę dziewczyny zdziwiona, unosząc prawą brew -To kim był ten barbarzyńca? zapytała -To Barlu przyjaciel Cata. Umieścił mnie w świątyni Mitry gdzie służyłam kapłanom we dnie i w nocy. Mój los się odmienił, siostry i braciszkowie traktowały mnie surowo ale nie znęcali się nade mną. Gdy przełożony zakonu zorientował się że potrafię czytać i pisać dostałam pracę w bibliotece. Pomagałam odkurzać i układać na półkach stare annały. Podszkoliłam się w kaligrafii a i zyskałam , uśmiechnęła się nieznacznie jakby te wspomnienia były przyjemniejsze, kilku przyjaciół. Szkoda, że nie znalazłam tam manuskryptów demonologicznych tylko rozprawy medyczne i w większości pisane w nieznanym mi języku. Barlu odwiedzał świątynię co jakiś czas łożąc drobne sumy na me utrzymanie, nie rozmawiał ze mną za wiele, zawsze był posępny i nieobecny. Obiecał mnie zabrać do Stygii i tam umieścić u znajomych ale wyjechał i długo go nie było. Któregoś razu odwiedził nas Catgern jego dobry druh, zapłacił siostrze przełożonej ustalona kwotę i zagadał do mnie. Tak zaczęła się nasza znajomość .Gdy tylko był w Old Tarantii odwiedzał mnie i zabierał do miasta na pysznego kurczaka w miodzie z rodzynkami. Różnił się od Barlu usposobieniem często żartował i snuł zajmujące opowieści o swych dzielnych przyjaciołach. Tak długo wierciłam mu dziurę w brzuchu, że w końcu obiecał zabrać mnie na wyprawę i pokazać swe rodzinne strony, które tak barwnie opiewał w swych balladach. Droo zamilkła i komnatę wypełniła długa niezręczna cisza. Arrima patrząc na z cicho pochrapującego Catgerna zagadała -A do jaskini lodowych troli to wspólnie się wybieraliście? -Nie… odrzekła zmieszana Droo, Catgern zakazał mi wchodzić za sobą, a jak by nie wrócił gdy policzę do 50000 miałam się udać do tej karczmy i szukać dumnej stygijskiej kobiety, na widok której, wszyscy czują respekt i podziw oraz, której się nie odmawia. Tak dokładnie mi cię opisał. Arrima uśmiechnęła się nieznacznie i cicho westchnęła -Ale ty nie doliczyłaś do końca? Zapytała -Nie.. odrzekła dziewczyna spuszczając wzrok, jak usłyszałam dzikie wrzaski z jaskini to nie wytrzymałam i pobiegłam tam, to przeze mnie Catgern tutaj leży, prawda zapytała drżącymi niepewnym głosem kierując spłoszone spojrzenie do Arrimy - Dzięki tobie żyje i wkrótce będzie miał okazję osobiście tobie za to podziękować a zrobi to na pewno bo go znam i szanuję. Teraz idź do swojej izby i odpocznij zakończyła rozmowę Arrima. * Metan po opróżnieniu kilku czerpaków powoli wczłapał się na górę. Rozbierając sie zagadał do towarzyszki -No i jak tam damskie pogaduszki , poświergotaliście troszkę? Rzucił uszczypliwie rozbawionym, wzmocniony mocnym piwem głosem. Arrima nie powiedziała słowa, tylko odwróciła się w kierunku lufcika, starała się przebić wzrokiem nocne ciemności, deszcz z wolna ustawał ale jej twarz zrosiły łzy, których już nie starła się hamować. Metan był jedyną osobą przy, której nie wstydziła się okazywać swoich emocji. Doszedł do niej i delikatnie obrócił w swoim kierunku. Wesołość znikła z jego oblicza w jednym momencie. Przytulił ją mocno nic się nie odzywając. Wiedział, że słowa czasami są zbędne a tylko bliskość drugiej oddanej osoby może ukoić ból . Arrima po długiej chwili odezwała się do swego mężczyzny -Bogusia już przybyła? -tak piją z Xioncem i Czarnym, kłócą się i docinają sobie aż nie mogłem tego strzymać, i myślę, że trzeba ich rozdzielić bo się znów pobiją. A nie stać nas na zapłacenie za ewentualne straty. Jesteśmy pod kreską. -Tak wiem, odrzekła z wolna Arrima, wycierając wierzchem dłoni łzy z policzka, wiesz co a postaw im jeszcze jedną kolejkę Matan odsunął nieznacznie towarzyszkę by spojrzeć jej w oczy, -Co ty kombinujesz? Rzekł zdziwiony i zaskoczony jej propozycją -Nie zrozumiesz… to takie kobiece wybiegi i zmyśliła się. Potem dodała - Obiecałam sobie, że wyszkolę tę małą na najpotężniejszego demonologa w całej Hyborii i na Croma dotrzymam swojej przysięgi rzekła twardo. Metan stał osłupiały, -Jak to, przecież nie znasz się kompletnie na magii ognia, ani nikt z naszych znajomych się tym nie para, więc jak u diaska chcesz tego dokonać? -A znajomi naszych przyjaciół? zripostowała kobieta -Kto taki? prychnął Metan -Kto jest obecnie uważany za najpotężniejszego demonologa? Odpowiedziała pytaniem. -Jak to kto? Archibald to wszyscy wiedzą, no i co z tego, nie przyjmuje na termin żadnych uczniów a kobietami gardzi, już nie takie szychy się do niego zwracały posyłając dzieci, znajomych, wnuków, pasierbów, wychowanków czy kochanków oferując góry złota, bez efektu. Nikogo nie przyjął a paru to porządnie pogonił, że się im dymiło z dupska okrutnie, i zaśmiał się ze swojego żartu..No akurat ciebie to on chyba pamięta dobrze, i tu uśmiechnął się pełną gębą, bo takiego kosza od kobiety jeszcze publicznie wygłoszonego to nie słyszałem. Ach co to było za sympozjum magów w Old Tarantii, a my tacy młodzi, same sławy zjechały, rozmarzył się Metan, no i ten napuszony Archibald wszystkie kobiety za nim szalały. On taki przystojny, niedostępny i wyniosły a tu proszę taki afront i to od kogo?…. stygijskiej studentki…. -Stare czasy, pewnie mu przeszło, odrzekła Arrima, zresztą nieważne nie zamierzam go o nic prosić, ale polej im tam na dole..proszę… Metanowi zaczynało świtać i z wolna zaczynał pojmować i niemalże chwytać nić intrygi zwolna tkanej przez lekarkę. -Niemożliwe, nigdy ale to nigdy, powtarzam ci Bogusia się nie zgodzi by cokolwiek załatwiać z tym człowiekiem. Nie ma takiej opcji, wierz mi znam się co nieco na ludziach. -Och kochanie wiesz, że uważam ciebie za największego poczciwca jaki stąpa po Hyborii ale na kobietach się nie znasz wcale i akurat to dobrze się składa, bo nie przepadam za bawidamkami, i pierwszy raz od wyjścia Droo się uśmiechnęła. -Ależ najmilsza ona się nie zgodzi poprosić ojca o cokolwiek, dalej uparcie twierdził Metan i nawet tobie odmówi -Mnie się podobno nie odmawia, tak dzisiaj usłyszałam, rzekła mimochodem , ale nie zamierzam tego sprawdzać , a już na pewno nie w stosunku do Bogusi -To jak to chcesz rozegrać? Metan był coraz bardziej skołowany -Nalej im jeszcze dwie kolejki i o nic się nie martw… -Metan wzruszył ramionami, sapnął lekko odwrócił się i pomaszerował na dół, wychodząc rzucił na koniec - Jak tu zrozumieć kobiety, nie da się, to istoty niepoznawalne, sam sobie odpowiadając zaczął pogwizdywać pod nosem melodię często i ochotnie graną przez Catgerna przy kominku. Cdn. […..]*Pełny przebieg zdarzeń w Green Man Tavern zgrabnie opisał Catgern w swoim klimatycznym opowiadaniu o Barlu, zresztą moim ulubionym.
* -Dobra pani zlituj się nade mną i moją biedną rodziną, powstrzymaj swoich ludzi bo mi zajazd do cna rozwalą, męża podpalono, ławy, siedziska połamane, garnki pobite, pani błagam ratuj, jęczała karczmarka na kolanach przed obliczem Arrimy. -Strata zawszonej brody męża to zabieg stricte higieniczny, a mała poruchawka zdarza się tu co noc więc nie płacz i zacznij ogarniać swój przybytek . Śniadanie przynieś mi do mojej kwatery po trzecim pianiu koguta ,zapamiętałaś? Odrzekła lekarka zniecierpliwiona już żalami szczwanej żony właściciela tawerny. -Zabieg s…tri… co? starała się powtórzyć sekwencję ale dziąsła tylko otwierały się i zamykały wydając niezrozumiały szept raz po raz ukazując czarne popsute resztki uzębienia nadające twarzy głupkowaty i odrażający wygląd. -Chyba czeka cię robota na dole więc po co tracisz czas, do świtu jeszcze daleko więc jak się pospieszysz i zagonisz swe leniwe córeczki to zdążysz uprzątnąć co nieco..a teraz zostaw mnie samą bo mam ważne sprawy do rozstrzygnięcia -Pani błagam, jęczała dalej nie dająca za wygrana, toż to straty są olbrzymie… -Straty to będą jak moi chłopcy zaczną w „nieboszczyka” **grać, twoje lafiryndy na cel nadają się w sam raz syknęła już nie wytrzymując jawnej próby wyłudzenia dodatkowej zapłaty za gościnę w tej paskudnej norze -Tak pani, rzekła blada jak ściana i zrezygnowana gospodyni i wycofała się powoli, zostawiając Arrimę zadumaną * -Napijesz się Bogusia naparu z melisy? zwróciła się Arrima do przybyłej do jej izby przed chwilą szamanki -Brudnej wody nie pijam, odrzekła zdegustowana propozycją Bogusia -Ach tak zapomniałam, ale winem cię nie częstuję bo chyba masz dość na dzisiaj? Odparła lekarka uważnie przyglądając się napuchniętej twarzy, i zaschniętemu skrzepowi krwi nad prawym łukiem brwiowym, pokręciła z niezadowolenia głową -Wiesz, że kontynuowała dalej, przewyższamy mężczyzn inteligencją, sprytem i wiedzą, więc wymagam od kobiet w mojej gildii nieco więcej taktu, umiaru i zdrowego rozsądku -Twierdzenie zgoła trafne ale świadomość tego mi nie wystarcza, a przekonanie samców do naszego stanowiska wymaga argumentacji w postaci pięści bo tylko ta metoda ma szansę na osiągniecie pożądanego skutku, odparowała szamanka i z grymasem bólu obejrzała pokiereszowaną, opuchniętą lewą dłoń ,twardą ma żuchwę ten Xionc pomyślała przez moment - Zaobserwowałaś jakiś progres w nauczaniu naszej męskiej trzódki ? zagadnęła z uszczypliwie lekarka -A wiesz,…że nie bardzo, ale to wyjątkowo oporne na sugestie ciemne matoły, ale ..nie poddaję się i będę ich dalej szkolić. -Nie zastanawiałaś się nad zmianą taktyki w prowadzeniu wykładów z naszymi jak to nazwałaś matołkami? ripostowała dalej Arrima -Przemknęła mi taka myśl szefowo, odpowiedziała Bogusia dalej oglądając zbolała dłoń, po czym rozejrzawszy się po izbie dodała -Tak ,chyba zmienię, jak to trafnie ujęłaś taktykę i zacznę używać narzędzi prostych, i wzrok zatrzymała na buławie Metana opartej o ścianę - O pałka Metana, nada się doskonale, mogę pożyczyć? i ukazała pożółkłe od ciągłego żucia tytoniu ale jeszcze zdrowe zęby szamanka Arrima westchnęła tylko, bo kontynuowanie dalszej rozmowy na ten temat z upartą szamanką nie miało sensu. Upiwszy kilka łyków naparu z melisy zapytała? -Poznałaś już swoją sublokatorkę Droo? -Te siusiumajtkę, o której Czarny w kółko trajkocze jaka ona piękna i nadobna, taak nic specjalnego ot dziewuszka co będzie mi onuce prała, odparła Bogusia obserwując uważnie Arrimę -No właśnie miałam cię poprosić byś się nią zajęła a ty już sama wykazałaś inicjatywę - Nie myśl, że będę ją niańczyć, weszła w słowo Bogusia, zapomnij, zresztą Xionc i Czarny jej nadskakują, kupują koraliki, buciki czy co tam nieważne, spać u mnie może ale nie licz na matkowanie bo się do tego nie nadaję - Na Kylliki ruszamy późną wiosną, do tego czasu będziecie sobie z Xioncem nieraz skakać do oczu a na to zezwolić nie mogę. Rano napiszę list polecający do Robena członka rady króla Conana i mego wieloletniego znajomego, poproszę go w liście by przyjął dziewczynę na służbę, wiele wycierpiało biedactwo, dodała Arrima, a ciebie proszę byś bezpiecznie odstawiła ją do Old Tarantii do posiadłości Robena. - Na wstępie naszej rozmowy wspomniałaś cos o babskiej inteligencji, proszę cię Arri nie obrażaj więc jej, i nie imputuj mi, że chcesz tę panienkę oddać w ręce tego zboczonego Robena, który miast w zamku Conana siedzieć i radzić, większość czasu spędza w miejskim burdelu a i to wiesz doskonale, że starych kurew sobie przyprowadzać nie każe ale tylko takie, którym piersi niedawno wyrosły..więc co tak naprawdę kombinujesz bo wątku nie łapię? - Nie mamy już prawie złota, a koszty waszego utrzymania rosną, tym bardziej, że płacę ekstra za wasze nocne wybryki, i tu nieco podniosła ton głosu akcentując ostatnie słowa, nie mogę jej zapewnić niczego lepszego, możesz od siebie dodać panu Robenowi, żeby łapy od dziewczyny trzymał z daleka bo będzie miał z nami do czynienia. -No chyba nie wierzysz, że pod tym warunkiem, jak jeszcze ujrzy to niebiańskie stworzenie ją przyjmie, nie masz nikogo innego? -Nie mam, ale ma on u mnie pewien wstydliwy dług a i to dzielna dziewczynka i radę sobie da. Najwyżej jak zechcesz podszkolisz ją w drodze a teraz idź się zdrzemnij, chciała zakończyć niewygodną rozmowę lekarka -Jak chcesz ją dać na zmarnowanie Arri to twoja sprawa ale nie myśl sobie ze owinie Robena wokół palca jak to zrobiła z Czarnym i Xioncem, to stary zbereźnik bez honoru pałający tylko niezdrową chucią -Ona owinie każdego kogo zechce i tak nim zakołuje, że się nawet nie zorientuje, że jest w dupie zaryzykowała dosadne do niej niepodobne porównanie Arrima -Ha, ja jestem odporna na jej urok no ale ty chyba pod nim jesteś, choć twoja ostatnia decyzja jest w niejakiej sprzeczności z tym , no ja tego nie rozumiem, ale nie moja to sprawa i nie wtrącam się do twoich interesów. -Zakład, że za nim dotrzesz do Old Tarantii z rąk jej będziesz jadła? Poszła na całość Arrima -O ile?, i zatrzymała się nagle Bogusia, odwróciła się w stronę lekarki i powtórzyła, jaka stawka? -Sztuka złota, odrzekła Arrima beznamiętnie -No wcale niezła sumka, stoi, i uśmiechnęła się Bogusia, jeżeli myślisz, że jak nie chadzam z chłopami za stodołę to dziewczynki mi się podobają, nic bardziej mylnego Arri, i już szykuj monetę, zaśmiała się teraz głośno i opuściła komnatę szamanka. Cdn. * **Gra hazardowa w „nieboszczyka’ niezwykle popularna w barbarzyńskiej Cymerii polegała na rozwieszeniu nieszczęśnika na ścianie z rozcapierzonymi członkami, wokół niego zaznaczano okrąg. Gra polegała na zdobyciu 10 punktów rzucając nożem lub małym toporkiem, pola miedzy głową a ramionami były punktowane najlepiej. Grę przerywano na chwilę, gdy nóż nieopatrznie zabił lub ciężko zranił rozwieszonego człowieka a osoba, która to uczyniła odpadała z rywalizacji tracąc zainwestowana gotówkę, wymieniano cel nas świeży i rzucano dalej do momentu uzyskania limitu punktów przez któregoś z graczy. Na cel świetnie się nadawały dzieci, podrostki bądź nagie dziewczyny.
_________________
|